Cywilizacyjny zamęt

Jako katolikowi jest mi bliska cywilizacja łacińska (czasem zwana też cywilizacją zachodnią) w kształcie zdefiniowanym przez prof. Feliksa Konecznego. Jej fundamentami są rzymskie prawo, filozofia grecka i moralność chrześcijańska. Nieubłaganą wojnę z tą cywilizacją toczy od lat europejska masoneria. A z chwilą opanowania przez masonerię struktur Unii Europejskiej destrukcja tej cywilizacji jeszcze się wzmaga.
Trwa obłędna, można by rzecz inflacyjna nadprodukcja coraz to nowych, i w coraz większej mierze niespójnych, przepisów prawa, które już nawet ustawodawcom wymknęły się spod kontroli i prawo takie miast porządkować życie publiczne, tylko potęguje chaos, w którym niepodobna dochodzić jakiejkolwiek sprawiedliwości.
Filozofię grecką wyrugowano ze szkół i skazano na zapomnienie, aby w wymiarze społecznym zniszczyć umiejętność logicznego myślenia, a przez to bezbronnymi społecznościami dowolnie manipulować przy pomocy propagandowego instrumentarium.
Jednak największych wyłomów dokonano w gmachu moralności chrześcijańskiej, tak że cała misterna konstrukcja cywilizacyjna niemal na naszych oczach się rozpada. Zaś tam, gdzie została wyparta otwierają się bramy piekła. Zdaniem prof. Konecznego tak wielki upadek moralny nie powstrzymuje już nauczanie w kościołach skierowane do poszczególnych wiernych, bo „natrafiło się na mur niemoralności w życiu publicznym. Stosunki prywatne a publiczne pozostają bowiem w nieustającej styczności, oddziaływują na siebie i stają się wzajemnie od siebie zawisłymi.”
Bez moralnego odrodzenia życia publicznego może przepaść cały nasz dorobek cywilizacyjny.
„Np. jeżeli państwu wolno wszystko, a zatem wolno mu nie dotrzymywać zobowiązań. Zrobiono też tak niejeden raz. Dobra szkoła dla ludności! Jeżeli osoby z takimi zasadami będą rządzić przez dłuższy czas, wszelkie umowy staną się „świstkami papieru”, aż w końcu niemożliwymi staną się w ogóle stosunki między ludźmi. Musiałby nastąpić zastój całego życia społecznego, a zatem rozluźnienie, a w końcu rozkład społeczny. Naród zamienił by się w dziką hordę, gdyby uwierzył w wszechmoc państwa.
Jeżeli zaś państwo nie uznaje moralności w stosunku do obywateli, jakimże cudem mają się brać u ludności przymioty moralne względem państwa? Doszło do tego,  iż usłyszeliśmy z wysokiego miejsca oświadczenie, że polityka jest właściwie fałszywą grą. Skoro osoby zajmujące się polityką mogą być fałszywymi graczami, jakżeż tedy obywatel nie politykujący ma prowadzić uczciwą grę ze swymi politykami?
Szydercy pochodzący z innych cywilizacji wmówili w ogół, jakoby religijność była dobrą dla dzieci, że tedy wyrażenia katechizmowe nie nadają się do poważnej dyskusji. Wmówiono w ogół, że im wyższy szczebel oświaty, tym bardziej wypada zapominać o katechizmie. Zorientujmyż się nareszcie, że ci szydercy, to w naszej cywilizacji łacińskiej ciała obce, przyprawiające nasze życie publiczne o ciężkie niemoce.
Nie może ulegać wątpliwości, że katolicy mają obowiązek zajmować się sprawami publicznymi i że obowiązek ten da się nawet oprzeć na wywodach teologicznych. Robiono to już od wieków, powtarzano i przypominano w każdym niemal pokoleniu; niedawno zrobił to również nasz ksiądz Prymas Hlond. Katolicy muszą odrzucić zapatrywanie bizantyńskie, jakoby wszelką politykę należało uznać za monopol tych, którzy dzierżą władzę, nie pytając w jaki sposób ją osiągnęli.
Na pytanie o wciągnięcie religii do polityki odpowiadam tedy jasno, że należy roztrząsać sprawy publiczne ze stanowiska etyki katolickiej. Stawiam wymagania jak najskromniejsze. Upraszam o niewiele, bo tylko o przestrzeganie dziesięciorga przykazań.”1)
O relacjach między politykowaniem a dekalogiem napiszę w kolejnych odcinkach rozwijając ten temat.

Piotr Oślizło

Opis autora

admin

Dołącz do konwersacji

Musisz być zalogowany żeby móc komentować